jak leci? my już (niestety) za połową ferii, które mijają dość nudno i szybko. udało nam się upiec ciastka maślane (kuchareczki), i skończyć czytać niektóre książki.
w poniedziałek pojechałyśmy razem do miejscowości obok
(12 km dalej, szalone), żeby spędzić razem dzień poza miastem. co się z tym wiąże? maaaasa jedzenia, jedzenie na masę i obowiązkowe "latanie" po sh, w sumie nie kupiłyśmy nic konkretnego tylko szary sweter. ale pamiętając o tym, że w naszych żyłach płynie magiczna krew potterhead kupiłyśmy małe opakowanie fasolek "wszystkich" smaków. na szczęście uniknęłyśmy smaku wymiocin lub wątróbki, ale zdarzały się na prawdę dziwne smaki jak popcornowy, tropikalne uderzenie i kawowy, który razem z lukrecjowym otrzymuje najgorsze noty ;), ale o gustach się nie dyskutuje.
mówiąc o jedzeniu znalazłyśmy też czas na tiramisu z "Napoleonki", jednej z najpyszniejszych cukierni na ziemi.
resztę dnia spędziłyśmy spacerując po mieście, po prostu korzystając z wolnego czasu. nakręciłyśmy też filmik "cudownej" jakości, umieszczamy go na dole, miłego oglądania :)
do zobaczenia w następnym poście, który będzie już za tydzień :)
Ciekawe znaleziska :) i pozytywna notka! :)
OdpowiedzUsuńdziękujemy :)
UsuńJa moje ferie miałam na początku lutego i też minęły błyskawicznie. Teraz nie narzekam bo mam praktyki więc tak źle nie jest :) Kurcze wydaje mi się że kiedyś jadłam takie fasolki, ale nie jestem pewna czy to te same :D
OdpowiedzUsuńtych fasolek jest pełno, szczerze mówiąc te były najciekawsze jakie trafiły w nasze ręce :)
Usuńnie cierpię lukrecji o.O haha, tropikalne uderzenie. popcorn.. całe szczęście, że nie trafiłyście na nic gorszego :D chętnie podjęłabym wyzwanie i spróbowała tych fasolek :D
OdpowiedzUsuńpiona potterhead!
prawda, są okropne... ,piona! :)
Usuń